niedziela, 22 stycznia 2012
Wyjezdzamy
Odpukac wszystko sie uklada. Na potege sie uklada, wszystko smiga gladko jak narty Justyny Kowalczyk. Tylko sie dziwie i zastanawiam kiedy dostane wioslem w leb, w sensie kiedy cos pierdyknie. No, ale moze nie pierdyknie bo limit pecha wyczerpalismy dozywotnio.
Fury sprzedane. Smutno mi bylo strasznie rozstawac sie z moim jezdzidelkiem. Juz planuje nastepne w HK. Pakowacze-przeprowadzacze zamowieni i inwentarz z grubsza oszacowany. Ku mojemu zdziwieniu wyszlo wiecej niz sie spodziewalam. Nie spodziewalam sie szalu, bo szu mam bowiem meble w wiekszosci z Ikei, poza kilkoma z szacownej Mariny. Mam tez cudna chinska szafke na_nie_wiem_co, ktora dostalam w prezencie - to jest antyk. No, ale nie bede tutaj pitolic o meblarstwie. O szmatkach bedzie.
Naliczylam bowiem 43 sukienki. Tak moi drodzy - czterdziesci trzy sukienki, nie liczac spodnic, spodni, spodnico-spodni i innych elementow garderoby. Zauwazylam tez ze musze zainwestowac w garnitury. Taka potrzeba.
Najbardziej wartosciowe okazaly sie moje buty i torebki no i koszule Londynczyka. Torebki, ktore sa upchane w szafie i buty ktore sa popakowane w kartonikach. Glownie eleganckie szpilki. Ja tych szpilek prosze Panstwa nie nosze od dawna, bo Birkenstocki sa najlpszym przyjacielem kobiety. No moze jeszcze calkiem plaskie mokasyny Jimmy Choo, ktore Londynczyk kupil Swiety Mikolaj przyniols mi pod choinke.
Tyle o szmatkach.
Odlaczamy pomalu prad, telefon, tv, i w koncu slowo staje sie cialem. Az nie do wiary. W glowie, w ustach mam smak slodko-gorzki. Nie przepadam za Emiratami, a jednoczesnie to tu poznalam Londynczyka, to tu urodzilo sie dwoje moich dzieci. Tutaj tez zwolnili mnie z pracy, gdy bylam w ciazy. Tutaj walczylam z depresja, ktora dla mnie, stalowego czolgu, byla zupelnie nowym doswiadczeniem. Tutaj poznalam cudnych ludzi, zawiazalam przyjaznie mam nadzieje, na cale zycie. Tutaj poznalam ludzi obrzydliwych, trzymajacych palec w dupie innym, ludzi bez kregoslupa moralnego, bez honoru. Tutaj zobaczylam czym jest wspolczesne niewolnictwo i jak bardzo rozwarstwione sa spoleczenstwa. Tutaj poznalam kulture subkontynentu; kolory, smaki, zapachy. Tutaj zrozumialam ze hijab nie jest wcale znakiem opresji.
Tutaj zdarzylo sie wiele dobrego i wiele zlego. Wyjezdzam bez zalu, ale wdzieczna losowi, ze dane mi bylo spedzic czas w Emiratach.
Do wyjazdu 4 tygodnie... zaczynam odliczanie...
X
poniedziałek, 09 stycznia 2012
3 dni i laba!
Dlugo sie zastanawialam zanim postanowilam popelnic ponizszy wpis. No, ale... Niech Szanowna Publicznosc wie, ze moje medzenie nie bierze sie z niczego.
Odkad zlozylam wypowiedzenie przywodca mojej fabryki zachowuje sie jak rozkapryszona panna i ma focha. Do dzis czekalam (od Swiat) na info z HR kiedy jest moj ostatni dzien pracy. Jednoczesnie zaoferowalam swoja gotowosc do pracy po okresie wypowiedzenia jesli jest taka koniecznosc. Oto co profesjonalny ukladny czlowiek dostaje w zamian. Nie bede juz ukladna i profesjonalna. Bede zdzira! Przynajmniej do konca tygodnia.
A nalezy Czytelnikom wiedziec, ze fabryka nie ma jeszcze zastepstwa za szu, ani dodatkowej pary rak do pracy w dziale.
Moj mail do dzialu personalego:
As stated earlier if my presence in the office is required beyond XXX Jan I have no objections.
Dzial personalny do mnie:
It is not the question of requirement. As you know more than me, the word “indispensable” is not in the dictionary of any Organization, whether it is you or me or whosoever.
***
W wolnym tlumaczeniu:
ja: Zgodnie z wczesniejszymi ustaleniami, jesli moja obecnosc w biurze jest konieczna po xxx stycznia, to nie mam zadnych obiekcji.
firma: To nie jest kwestia koniecznosci. Wiesz lepiej niz ja, ze slowo 'niezastapiony' nie istnieje w slowniku zadnej firmy, w odniesieniu do ciebie, mnie, czy kogokolwiek.
No zesz w morde. Ja tam lubie siebie, ale za niezastapiona ani pol boga sie nie uwazam (pol boginie i owszem;)) Czlowiek chcial dobrze, a wyszlo c*ujowo. Trudno. Przesle uroczego maila do zarzadu (zarzad prosil ostatnio by szu rozwazyla pozostanie w fabryce), a szu przemyslala i poinformowala, ze jednak nie, ze bardzo mi przykro, ale nowe wyzwania itp itd. Niech zarzad wie, ze musialam sie uzerac wlasnie z gadami reprezentujacymi taki poziom...
Tak wiec pracuje do konca tygodnia, potem laba, przeprowadzka i nowa praca 1 kwietnia (nie, to nie zart!).
niedziela, 25 grudnia 2011
Wszystkiego najlepszego na Swieta!
No coz - Wigilia w Polsce juz sie odbyla, ale lepiej pozno niz wcale, wiec niniejszym zycze Wesolych Swiat Panie i Panowie!
w Piachu jak to w Piachu - mimo, ze koledy plyna ze sklepowych glosnikow, to nijak atmosfery Swiat nie czuje. W domu choinka, a pod nia gora prezentow dla Krewetki i Niedzwiadka. Dziadkowie przylecieli z Londynu i Bozi dziekowac, bo sa przefajni.
Wrocilam do pracy w ostatni czwartek i wreczylam wypowiedzenie. Przed nami kolejne przygody w innym regionie swiata - tymczasem Daleki Wschod - kraje Orientu. Ruszamy w lutym - o szczegolach opowiem nieco pozniej.
Dzis Pierwszy Dzien Swiat - a ja siedze w fabryce, ale juz niedlugo.
Cudownych Swiat - i wiedzcie moi kochani, ze ciesze sie, ze tutaj zagladacie, komentujecie, sciskacie kciuki. Ja tez sledze wydarzenia u Was, choc nie zawsze komentuje. Postaram poprawic sie w Nowym Roku.
Sciskam wszystkich i smacznego karpia, przednich szynek i czego tam jeszcze!
sobota, 17 grudnia 2011
Matka Polka na wyjezdzie.
Karmicielka matka Polka. A bylo tak.
Szu poleciala na polnoc Europy - zawodowo. Na dzien. Wszystko byloby ok, gdyby nie fakt, ze nie zabralam jednej malutkiej czesci od laktatora.
I tak wyjazd zawodowy szybki i szczesliwie owocny w skutkach. (Na wyjasnienia przyjdzie czas). W efekie bylo lotnisko, biuro, hotel, lotnisko. Nie zobaczylam ani pol swiatecznego jarmarku, nie zwiedzilam nic! No trudno. 3 godziny roznicy w czasie i mozg pracujacy na wysokich obrotach to zdecydowanie zbyt wyczerpujace.
No ale o laktatorze mialo byc. Mam swietna medela freestyle, ktora pozwala w miare dyskretnie odciagac mleko w rozmaitych warunkach. Jestem mistrzynia odciagania w WC, bo takie warunki mialam w pracy, wiec rownie dobrze moglabym to robic w samolocie. W zalozeniu bylo oproznianie piersi co 3 godziny (w przeciwnym razie grozi bol, zapalenie i generalnie fatalne samopoczucie). Zagotowalam sie juz na lotnisku w Piachu - gdzie zauwazylam ze nie mam czesci, bez ktorej pompowanie jest niemozliwe!! Zimny pot mnie oblal, no ale radzic sobie trzeba, wiec ratowalam sie odciagajac recznie. Niech mi nikt nie mowi, ze laktator to fanaberia - nie dosc ze to czasochlonne to w dodatku czlowiek musi uwazac, zeby sie nie upaprac (zwlaszcza jak prosto z lotniska goni sie do biura!). Co 3 godziny w dzien i w nocy walczylam dzielnie. Byc kobieta, byc kobieta. Zawsze powtarzalam, ze sprawiedliwie byloby gdyby na czas 6 pierwszych miesiecy zycia potomstwa - to tatus mial laktacje.
Wracam do fabryki w najblizszy czwartek. Ech.
piątek, 09 grudnia 2011
Nie jest zle
Zaczelam pisac o tym co jest wazne dla matki jak musi ogarnac siebie, dom i dziecko w pierwszych tygodniach po porodzie. No i mam ten wpis w brudnopisie, ale pierwsza rzecz jaka mi przyszla do glowy, to dla tych co uzywaja wosku na nogi w wiadomym celu - drogie Panie jesli chodzicie do kosmetyczki upiekszac sie na noga i w innych okolicach, to zaopatrzcie sie w plastry woskowe.
Nie mam czasu taczki zaladowac, Niedzwiedz przyssany i trudno jest przewidziec kiedy dziecie bedzie spalo, wiec warto miec plastry na podoredziu. Uczcie sie na cudzych (moich) bledach ;)
***
To bylo tytulem z pamietnika nie takiej mlodej matki, a teraz bedzie o tym, ze nie jest zle, bo Krewetka z mezem pojechali 'w regaly', a ja z Niedzwiadkiem siedzimy na tarasie; male spi, a ja sobie googluje, czytam i pije sok ananasowy.
Wieczorem urodziny zacne kolegi - dress code 'black tie', wiec dzieci do lozek, a rodzice sie socjalizowac. Co prawda o 22 bede z powrotem celem karmienia, ale co sie ubiore to sie ubiore.
Nawet siwuchy zafarbowalam dzis, po raz pierwszy od roku chyba.
Czolgiem.
poniedziałek, 28 listopada 2011
Wlamanie
Ja nasmaruje chyba ksiazke. Gniot bedzie, ale z fajerwerkami. U mnie nie moze byc nudno. A chcialabym.
Jak wiadomo mam w domu malego ssaka Niedzwiadka, ktory rosnie duzy okraglutki i domaga sie jedzenia srednio co godzine, albo dwie. W zwiazku z powyzszym - spie na sofie w duzym pokoju, a Male spi w koszyku obok mnie. Dzis pobudki byly srednio co 1.5 godziny. W okolicach 5 nad ranem karmilam Niedzwiadka i ogladalam TV. Chwile pozniej uslyszalam chrobotanie w drzwiach wejsciowy (drzwi sa szklane); pomyslalam, ze jakis kot, ale jesli wlamywacz to na wszelki wypadek nie ruszam dupy z sofy. No, ale jaki wlamywacz grzebalby przy zamku o 5 rano, wiedzac, ze TV wlaczony, ze za chwile ludzie pojda do meczetu i ze za chwile zrobi sie jasno.
Tak wiec siedzialam dalej i karmilam Niedzwiadka; chwile pozniej otworzyly sie drzwi kuchenne. - Niania - pomyslalam. Pewnie cos sie stalo w jej ojczystym kraju i zamierza mi to powiedziec. Ruszylam sie wiec, z dzieckiem ciagle przyssanym i stanelam jak wryta! W drzwiach stalo dwoch zakapturzonych drabow. Jako, ze na dworze ciemno i w kuchni ciemno, to widzialam tylko ich sylwetki. Nie wiem, czy byli czarni, biali, rozowi.
Rozdrlam jape wolajac Londynczyka i przycisnelam Niedzwiadka z calych sil do siebie.
Skurwysyny wlamywacze zdazyli zaklac i w nogi! Londynczyk chwycil za noz i chcial ich gonic. Nie bylo sensu.
Sprawdzilam, czy Niedzwiadek oddycha, Krewetka sie obudzila i szczesliwie jest niczego nieswiadoma.
Policja przyjechala i co z tego, skoro nie widzialam tych drabow. Popoludniu maja przyjechac sciagnac odciski palcow.
Zlodzieje debile - wlamywali sie do domu, wiedziac, ze oba samochody sa w garazu, ze TV gra.
Drzwi kuchenne byly otwarte, bo my zylismy w przekonaniu, ze pod koniec pracy zamyka jej Niania, a Niania myslala, ze my. Nie mam zludzen, ze powinnam zadbac zeby wszystko bylo zamkniete, ale Dubaj ma zludna opinie b. bezpiecznego miejsca. To kolejny kamyczek do dubajskiego ogrodka i utwierdzenie w przekonaniu ze nalezy nam sie stad zawijac.
Jestem zla, troche w szoku. Zbyt duzo zlych rzeczy tu sie wydarzylo.
środa, 23 listopada 2011
sie zyje ;)
Przed chwila zobaczylam wpis mojej kolezanki, ze siedzi na sofie, obok maz i 3 dniowy noworodek, ze jest os dobrego i oglada x factor. I ze to jest zycie! :)
I sobie pomyslalam, hehehe, moje dzieci spia, Londynczyk spi, w tiwi, 'come dine with me', smoczki, butelki i pompki wygotowane, a ja pije baileysa. Zycie heheh. Nasluchuje Niedzwiadka, bo steka i kweka, a do tego ma reflux, wiec haftuje mi po posilkach. Po kazdym karmieniu lezy mi plackiem pod katem 45 stopni przez jakies 45 minut albo i wiecej zeby wszystko sie ulozylo. Jakos to nam pomaga.
Zeby nie miec pierepalek jak wroce do pracy (nauczona lekcja z Krewetka, ktora nie chciala zaakceptowac butelki), 2x dziennie podlaczam sie do Medeli Freestyle i wieczorem Londynczyk karmi Niedzwiadka. Dzis, 2 tygodniowe niemowle wciagnelo 100ml i poprawilo piersia. Hoduje czlowieka giganta ;)
W polowie grudnia czeka mnie krotki wyjazd do Skandynawii; mam nadzieje, zabrac ze soba Niedzwiadka. O ile jego paszport bedzie gotowy. Moi Rodzice podskoczyli z radosci i tez sie tam wybieraja celem spotkania (nie ze mna, ale z Niedzwiadkiem wlasnie). Trzymajcie kciuki prosze zeby ten paszport szybko wyrobli :)
Sprawdzam blackberry od czasu do czasu, ale zawodowo generalnie jestem wylaczona. Milo. Dobrze sobie zrobic takie wakacje. Wracam do fabryki pod koniec grudnia ech.
W Piachu pogoda fajna, w grudniu tez koncert Sade w stolycy Piachu i mamy zamiar wybrac sie kolektywnie. A co.
środa, 16 listopada 2011
Sie urodzilo
No urodzilo sie. 10 dni temu.
Chwilke sie zastanowilam czy pisac tutaj o szczegolach zajscia, bo ten blog to nie blog rodzicielski. Ale mysle sobie ze ten blog to moj blog - wiec skoro pisze o wydarzeniach cokolwiek mialkich to nalezy wspomniec o wydarzeniu, ktore zmienia bieg mojej osobistej historii ;)
Wszystko poszlo tak jak powinno, a nawet lepiej. Poszlo tak szybko, ze lekarka nie zdarzyla przyjechac do szpitala.
Urodzilam w wielkie muzulmansie swieto - Eid Al Adha; w szpitalu nie ma dyzurnego poloznika, byly za to Londynczyk i dwie doskonale polozne.
Nalezy wiedziec, ze w Piachu porody odbieraja li i tylko lekarze.
Sprawy przebiegaly bez komplikacji, akcja postepowala, szu sobie chodzila i kulala sie na pilce, do tego wachala gaz, darla jape efektywnie, skurcze tak jak trzeba, ale wody nie odeszly. Polozna mowi, ze moze przebic wody, ale nie musi - wiec zostawila decyzje nam. Ja poprosilam o jakies 20 minut i jakies 20 - 30 minut pozniej pojawil sie na swiecie moj Niedzwiadek. Pojawil sie spokojnie, bez krzyku (jesli nie liczyc mojego), urodzil sie nie tylko w czepku, ale w worku z wodami :) Sliski, spokojny, szybko powedrowal na moj brzuch, ladnie sie zarozowil, podpelznal po mleko i tak sobie lezelismy przez 3 godziny wpatrujac sie wszyscy w siebie wzajemnie - Londynczyk, Niedzwiadek i ja.
Zdrowy jak rydz, tur, ryba :)
Jakims cudem ten porod byl spokojniejszy, lagodniejszy, choc wcale nie mniej bolesny. Dochodze do siebie tez o wiele lepiej - moze jeszcze orac pola nie moge, ale na pewno jestem bardziej mobilna niz po Krewetce.
Krewetka chetnie przyglada sie Niedzwiadkowi, nawet od czasu do czasu go dotknie, badz pocaluje, a jednoczesnie widze ze jest glodna bliskosci. Niedzwiedz spedza mnostwo czasu przyssany do mnie, wiec sila rzeczy nie moge kulac sie z Krewetka tak czesto.
Kilka dni temu karmac Niedzwiadka zastanowilam sie, ze czlowiek to zaczarowana istota - obok mnie siedziala Krewetka - starsza od Niedzwiadka o 1.5 roku i jadla kanapke z indykiem i z serem. To jest dopiero postep :) To tyle. Teraz czas na prysznic nim Niedzwiadek obudzi sie na kolejne karmienie.
środa, 19 października 2011
Niepoprawnie
Ostrzegam, ze wpis bedzie niepoprawny politycznie. Moze wrecz feministyczny.
Kolezanka uswiadomila mnie niedawno, ze feministka to nie taka pani co pali biustonosze (jak lubia to przedstawiac niektorzy), ale po prostu kobieta ktora zna swoje prawa.
Kolezanka jest zdania, ze szu jest feministka. Szu nie lubi sie szufladkowac, ale faktem jest, ze nie lubie jak ktos mi stara sie udowodnic niekompetencje tylko z racji plci.
Nie walcze. Zaakceptowalam fakt, ze na Bliskim Wschodzie gdy ide do knajpy np. marokanskiej to kelner potwierdza moje zamowienie patrzac na Londynczyka, albo ze jak wsiadam do taxi, to taksowkarz chetniej odbiera kurs od meza. I dobrze. Nie robi mi to specjalnej roznicy, ale jak w fabryce odmowili mi benefitow na dziecko (ubezpiecznie medyczne, szkola), argumentujac, ze te benefity sa tylko dla rodzi pracownikow plci meskiej to sie zagotowalam.
No i zeby nie bylo - wiele fabryk na Bliskim Wschodzie ma podobne podejscie do sprawy. A czy ja pracuje gorzej/mniej? Nie. A dlaczego tak jest? Bo tak.
Jak juz wspominalam szu pracuje w branzy mocno zmaskulizowanej, gdzie srednia wieku jest hmm dojrzala. No i zesz kurwa mac! zawsze myslalam, ze to my kobiety mamy problem z odcieciem pracy od prywatnych relacji. Ale nie! jakze sie mylilam, to kolesie maja najwiekszy problem. Nie wiem czy to jest skorelowane z rozmiarem buta, nosa czy penisa. Nie wiem, ale wiem ze jeden jelop z drugim nie lubia jak mlodsza siksa ma ewidentna racje. i potem bedzie jeden z drugim stawal na glowie, zeby znalezc jakas dziure. Ja jestem juz za stara i za dlugo tu pracuje zeby dac sie glupio podejsc, ale bycie w nieustannym przyczajeniu i trzymanie gardy przez caly czas, prosze Panstwa meczy.
Nie wiem czy to kwestia regionu i tego, ze w calej firmie jest dwoch Europejczykow (wlaczajac mnie), czy po prostu ja mam nasrane w glowie, dosc ze mam dosc!
I wiem, ze te walki sa niczym wobec problemow wszechswiata i tego, ze czwartek to moj ostatni dzien w pracy przed macierzynskiem, ale wkurwia mnie to, ze nie mozna sie cywilizowanie pojedynkowac na argumenty; wkurwia mnie, ze ustalamy jedno, a potem przywodca udaje, ze nie pamieta dyskusji sprzed tygodnia (oczywiscie wszystko mam udokumentowane na pismie, wiec przypomnial sobie ;));
A juz najbardziej nie lubie tchorzliwych kutasow bez honoru i bez wiedzy.
I tym akcentem koncze, proszac o wybaczenie za uzywanie rynsztokowego jezyka i innych obelzywosci.
wtorek, 18 października 2011
Kryminalu ciag dalszy...
Po powrocie z pracy zadzwonilam znow na policje poprosilam oficera Iksinskiego zeby wyslal samochod patrolowy tak jak obiecal (samochod patrolowy ma mozliwosc sprawdzenia czy auto jest na parkingu policyjnym, czy miejskim, a jak nie ma to znaczy ze ukradli...).
Policja dzwoni i pyta o adres, wiec szu tlumaczy. po 20 minutach tlumaczen, szu wbija sie w samochod i jedzie na poszukiwanie zgubionych policjantow.
Tu znow musze wytlumaczyc, ze w Piachu nie ma adresow 'ulica, nr domu'. W Piachu wszystko opisuje sie tzw. landmarkami, czyli punktami charakterystycznymi dla danej dzielnicy/ulicy. W naszej okolicy oprocz znanej drogi wzdluz plazy sa 4 meczety, ale to nie dziwota, bo tu meczet co 300 metrow ;)
Znalazlam policjantow, przywiodlam do domu; mili bardzo, przepraszajacy za zgubienie sie, ja tez przepraszalam, ze mieszkam na takim zadupiu ;) Panowie niestety nie tegies po angielsku, ja nie tegies po arabsku, ale po jakis 2 godzinach udalo sie ustalic, ze auto jest na parkingu policyjnym, do tego dostalam odrecznie napisany list z instrukcja, ze na policje trzeba pojsc z rana i auto oddadza. I wszystko fajnie, tylko ze list jest napisany krzakami, wiec jutro bedzie mi arabski kolega klarowal co tam stoi.
Przyjaciel poinformowany o wszystkim. Mam nadzieje, ze nie martwi sie szczegolnie, bo najwazniejsze ze auta nikt nie cwiknal. Przyjdzie mu zaplacic pewnie kare i juz.
Tyle ekscytacji na dzis.
Czolgiem. Nadal w 2paku.
A na moje pytanie dlaczego auto zostalo odholowane dostalam odpowiedz, ze pewnie dlatego, ze bylo brudne.
|
|
|
<
|
Styczeń 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
|
|
|
|
|
1
|
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
7
|
8
|
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
14
|
15
|
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
21
|
22
|
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
28
|
29
|
|
30
|
31
|
|
|
|
|
|
Zakładki:
Czytam
Czytam zakluczone
Ogladam
Sznurki
|