moze nudne, na pewno subiektywne
Kategorie: Wszystkie | Dubaj | Fabryka | Rodzicielstwo
RSS
poniedziałek, 12 marca 2012
Wyszlo.

Od czasu do czasu lapie mnie migrena.  Niby to taka krolewska choroba, ale i mnie sie zdarza.  Nie jest to pospolity bolacy leb, al wlasnie migrena z obocznosciami, czyli mroczkami przed oczami, wymiotami i innymi atrakcjami.

Lekiem na cale zlo jest wtedy Imigran.  Jednyne co przywraca mnie do swiata zywych.  Uposledza lekko zdolnosc przelykania (ale tylko chwilowo), i radzi sobie z moim bolacym czerepem i innymi atrakcjami.

W Piachu jak w PL, apteka na kazdym rogu.  Do tego apteki dostarczaja leki na zawolanie  - np. czlowiek zamawia aspiryne rano, a w lunchu przywozi mu ja kurier na motocyklu.  Takie dogodnosci prosze Panstwa.  Nie dosc, ze serwis pelny, to jeszcze zdecydowana wiekszosc lekow mozna nabyc bez recepty - i mowa tu o wszelkich antybiotykach i innych powaznych lekach.  Na recepte wydawane sa leki psychotropowe, lub silne przeciwbolowe (jak np. tramadol), ale taki voltaren na przyklad mozna kupic niczym cukier w sklepie  - ile wlezie, bez kartek (czyt. recepty).

W HK (Hong Kongu) dopadla mnie wlasnie zdzira migrena.  Poszlam do pobliskiego Plaza (taki dom towarowy wielopietrowy), a tak dupa.  Ani pol powaznej apteki.  Kremy apteczny La Roche Pose moge sobie kupic, albo panadol, sle powaznejszego leku niet.  Trzeba udac sie do innego Plaza (nie ma aptek w okolicy!).  Dzwonie wiec do pobliskiego Plaza.  Pan sprawdza, czy ma Imigran.  Nie ma.  Wyszedl.  Dupa.  Leb dalej boli, oczy bola, rzygac sie chce, dzieci krzycza, mewy tupa, Krewetka stuka lyzeczka w sciane...

Dostepnosci lekow to jedna z roznic miedzy Piachem i HK.  Dzis wygrywa Piach.  Chwilowo :)

13:48, sugarka
Link Komentarze (7) »
wtorek, 06 marca 2012
Hong Kong, baby!

No to jestesmy.  Dolecielismy jak trzeba. 

Kontener spakowany i ponoc juz w polowie miesiac ma dotrzec do HK z Piachu.  Podroz Cathay Pacific (starym molotem, w starej biznes klasie), czyli bez mozliwosci lezenia plackiem, ale przynajmniej jedzenie bylo dobre, i obsluga uprzejma nader. 

Latanie z dwolatka i czteromiesieczniakiem nie jest bulka z maslem.  Bagazu glownego mielismy 7 sztuk, ktore rozlozylo sie na 100kg(!!!) (w tym foteliki samochodowe), a podrecznego 4 sztuki+podwojny wozek dla dzieci (wszystkiego jakies 50kg).  Do tego 2 dzieci.  Niezle?  Niezle.  Dalismy rade.

Niedzwiadkowi wszystko jedno gdzie spi, ale Krewetka nie lubi siedziec w miejscu.  Start i ladowanie byl horrorem - Krwetka wypinala sie z pasow, darla sie, uciekala z siedzenia.  Matka ja uspokajala niepedagogicznie (drac jape). 

Firma podstawila samochod gdzie wpakowalismy czemadan i dalej na podboj Azji.  Poki co zameldowalismy sie w hotelu i tu bedziemy do konca miesiaca.

No coz.  Czy lubie HK?  Lubie! Wielbie nawet.  Co prawda tlok i kolejki, ale wszystko grzecznie, z usmiechem. Nie mialam takich cieplych uczuc wzgledem Piachu (nawet tuz po przyjezdzie), wiec licze ze HK odwzajemni moja sympatie.

Azjatycka wydajnosci (lepiej brzmi ''efficency'', ale nie wiem jak przetlumaczyc.  Sorry).

Prace zaczne za jakis czas, tymczasem poddalismy sie owej wydajnosci i w mniej niz tydzien znalezlismy wille (!!) i opiekunke dla dzieci. 

Mieszkanie w HK drogie jak piorun, wiec rzeczywistosc kazala nam sie skupic na szukaniu mieszkania - ot, takie niemal gierkowskie bloki - troche wyzsze, z mniejszym metrazem, ale za to z udogodnieniami typu silownia i basen.  Trafila nam sie willa (4 przystanki metrem od mojego biura w centrum HK), wiec jest dobrze.

I tu opuscila mnie wena.  Bede skrobac wiecj o naszych doswiadczniach i wrzuce troche fot jak juz okrzepne. Bo poki co to jazda bez trzymanki byla.  Do tego zmiana czasu i zegary biologiczne szugarkowej rodziny stoja na glowie.   

Tagi: Hong Kong
06:48, sugarka
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 13 lutego 2012
Yo!

Doszlam do siebie. Po tancach w ostatni piatek.

Zegnalismy sie ze znajomymi i przyjaciolmi krolika. Najpierw bylo cywilizowanie - bo brunch, bo dzieci, bo nie mialam ochoty sie sponiewierac, a potem bylo mniej cywilizowanie, bo moje kolezanki maja na mnie taki wlasnie wplyw! ;)

Po raz kolejny utwierdzilam sie, ze mamy cudnych znajomych (znajomych tutaj uzywam zamiennie ze slowem 'przyjaciele', ktore choc odpowiednie wydaje mi sie pompatyczne :)) Mamy tutaj spora grupe fajnych ludzi plci obojga, wszyscy przetestowalismy sie wielokrotnie przez kilka ostatnich latach. Testowanie bez premedytacji, ale niemal kazdy z nas byl na roznych zakretach zycia, prywatnego i zawodowego. Troche ludzi wyjechalo z Piachu - nadal oczywiscie maja miejsce w moim sercu, i dalej sie spotykamy i kontaktujemy.

Teraz czas na nas. Nie do wiary, ze przyjechalam do Piachu jako szczesliwy singiel z walizka, a wyjezdzam z mezem, 2 dzieci i kontenerem rupieci :)

No, ale nie bede tutaj sie strzepic sentymentalnie, tylko jak to drzewiej bylo, opowiem o moim kacu i dialogu z Tata.

Chora bylam w sobotni ranek, ale szybko doszlam do siebie. Kac gdy obok spia 2 male dzieciaczki i ich misie, jest wyjatkowo nieprzyjemny i nalezy go zapic (woda i herbata!!) jak najpredzej. Jak juz doszlam do siebie, to zadzownilam do Tatusia w poszukiwaniu zrozumienia i kilku cieplych slow.

Ponizej dialog.

***

Ja: Och Tatusiu, jaka jestem biedna. Glowa boli itp. Zapilam wczoraj. Zapomnialam, ze nie mam juz 20 lat i organizm nie regeruje sie tak szybko, a i mozliwosci nie te same.

Tatus: Oj corcia, co ty opowiadasz?!! Jak ja bylem w twoim wieku, to to byl ''peak mojego performansu''.

 ***

Oczywiscie zakrztusilam sie ze smiechu. Jak juz wielokrotnie mowilam wielbie mojego Ojca ogromnie. Tymczasem dochodzi 22, kolejny dzien minal, a do wyjazdu 2 tygodnie!!!

Pazdrawljajem X

18:59, sugarka
Link Komentarze (7) »
środa, 08 lutego 2012
Mniej niz 3 tygodnie...
... zostaly nam do wyjazdu z Piachu. Dzis dowiedzialam sie, ze Urzad Imigracyjny przyznal mi i mojej rodzinie wize, wiec czas pakowac manatki. Laba konczy sie z poczatkiem kwietnia, ale nim sie skonczy, to nalezy dobytek przetransportowac na Daleki Wschod! I tu zaczelam myslec, bo nie przeprowadzalam jeszcze takiej operacji logistycznej na taka skale. W sensie, jesli chodzi o przeprowadzke mnie, czy mnie i Londynczyka, to nie bylby taki wielki problem, ale sa jeszcze Krewetka i Niedzwiadek i tu sie zaczyna; transport kontenera z gratami Bliski Wschod / Daleki Wschod zajmie 4 do 6 tygodni, co z fotelikami samochodowymi, co z wozkami? Czy brac foteliki do samolotu? Czy kupowac podwojny wozek, czy moze jednak nie? Czy sprawic sobie nowa garderobe (w nieco wiekszym rozmiarze niz przed ciaza), czy moze jednak nie? Ile zapasowych ubran zabrac do samolotu? (Niedzwiadek ma spore umiejetnosci upaprania sie po pachy!) Pomalu znajduje odpowiedzi na te wszystkie pytania, ale ta przeprowadzka z przychowkiem postawila przede mna cale spektrum nowych mozliwosci :) Brakuje jeszcze psa, kota i zlotej rybki. Musimy sprzedac troche naszego dobytku - np. lozko, ktore moze nie zmiescic sie w nowym mieszkaniu. Sprzedalismy samochody na pniu, wiec mam nadzieje, ze i reszta szybciutko znajdzie nowym nabywcow. Celem lepszego samopoczucia pozbywam sie tez ubran ciazowych i przy tej okazji zrobilam remanent w szafach. Torebki tez posegregowane, no i zostaja buty. Aaa.. odkrylam spandex! Nim rzuce sie w wir cwiczen na silowni (a jest juz zlokalizowana w okolicach mojej pracy), to udoskonale ksztalty spandexem. Rewelacja! Kto by pomyslal, ze w zyciu przyjdzie mi ekscytowac sie gumowymi majtami ;)
16:41, sugarka
Link Komentarze (7) »
niedziela, 22 stycznia 2012
Wyjezdzamy

Odpukac wszystko sie uklada.  Na potege sie uklada, wszystko smiga gladko jak narty Justyny Kowalczyk.  Tylko sie dziwie i zastanawiam kiedy dostane wioslem w leb, w sensie kiedy cos pierdyknie.  No, ale moze nie pierdyknie bo limit pecha wyczerpalismy dozywotnio.

Fury sprzedane.  Smutno mi bylo strasznie rozstawac sie z moim jezdzidelkiem.  Juz planuje nastepne w HK.  Pakowacze-przeprowadzacze zamowieni i inwentarz z grubsza oszacowany.  Ku mojemu zdziwieniu wyszlo wiecej niz sie spodziewalam.  Nie spodziewalam sie szalu, bo szu mam bowiem meble w wiekszosci z Ikei, poza kilkoma z szacownej Mariny.  Mam tez cudna chinska szafke na_nie_wiem_co, ktora dostalam w prezencie - to jest antyk.  No, ale nie bede tutaj pitolic o meblarstwie.  O szmatkach bedzie.

Naliczylam bowiem 43 sukienki.  Tak moi drodzy - czterdziesci trzy sukienki, nie liczac spodnic, spodni, spodnico-spodni i innych elementow garderoby.  Zauwazylam tez ze musze zainwestowac w garnitury.  Taka potrzeba.

Najbardziej wartosciowe okazaly sie moje buty i torebki no i koszule Londynczyka.  Torebki, ktore sa upchane w szafie i buty ktore sa popakowane w kartonikach.  Glownie eleganckie szpilki.  Ja tych szpilek prosze Panstwa nie nosze od dawna, bo Birkenstocki sa najlpszym przyjacielem kobiety.  No moze jeszcze calkiem plaskie mokasyny Jimmy Choo, ktore Londynczyk kupil Swiety Mikolaj przyniols mi pod choinke. 

Tyle o szmatkach.

Odlaczamy pomalu prad, telefon, tv, i w koncu slowo staje sie cialem.  Az nie do wiary.  W glowie, w ustach mam smak slodko-gorzki.  Nie przepadam za Emiratami, a jednoczesnie to tu poznalam Londynczyka, to tu urodzilo sie dwoje moich dzieci.  Tutaj tez zwolnili mnie z pracy, gdy bylam w ciazy.  Tutaj walczylam z depresja, ktora dla mnie, stalowego czolgu, byla zupelnie nowym doswiadczeniem.  Tutaj poznalam cudnych ludzi, zawiazalam przyjaznie mam nadzieje, na cale zycie.  Tutaj poznalam ludzi  obrzydliwych, trzymajacych palec w dupie innym, ludzi bez kregoslupa moralnego, bez honoru.  Tutaj zobaczylam czym jest wspolczesne niewolnictwo i jak bardzo rozwarstwione sa spoleczenstwa.  Tutaj poznalam kulture subkontynentu; kolory, smaki, zapachy.  Tutaj zrozumialam ze hijab nie jest wcale znakiem opresji. 

Tutaj zdarzylo sie wiele dobrego i wiele zlego.  Wyjezdzam bez zalu, ale wdzieczna losowi, ze dane mi bylo spedzic czas w Emiratach. 

Do wyjazdu 4 tygodnie... zaczynam odliczanie...

X

 

18:46, sugarka
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
3 dni i laba!

Dlugo sie zastanawialam zanim postanowilam popelnic ponizszy wpis.  No, ale...  Niech Szanowna Publicznosc wie, ze moje medzenie nie bierze sie z niczego.

Odkad zlozylam wypowiedzenie przywodca mojej fabryki zachowuje sie jak rozkapryszona panna i ma focha.  Do dzis czekalam (od Swiat) na info z HR kiedy jest moj ostatni dzien pracy.  Jednoczesnie zaoferowalam swoja gotowosc do pracy po okresie wypowiedzenia jesli jest taka koniecznosc.  Oto co profesjonalny ukladny czlowiek dostaje w zamian.  Nie bede juz ukladna i profesjonalna.  Bede zdzira!  Przynajmniej do konca tygodnia.

A nalezy Czytelnikom wiedziec, ze fabryka nie ma jeszcze zastepstwa za szu, ani dodatkowej pary rak do pracy w dziale.

Moj mail do dzialu personalego:

As stated earlier if my presence in the office is required beyond XXX Jan I have no objections.

 

Dzial personalny do mnie:

It is not the question of requirement. As you know more than me, the word “indispensable” is not in the dictionary of any Organization, whether it is you or me or whosoever.

***

W wolnym tlumaczeniu:

ja: Zgodnie z wczesniejszymi ustaleniami, jesli moja obecnosc w biurze jest konieczna po xxx stycznia, to nie mam zadnych obiekcji.

firma: To nie jest kwestia koniecznosci.  Wiesz lepiej niz ja, ze slowo 'niezastapiony' nie istnieje w slowniku zadnej firmy, w odniesieniu do ciebie, mnie, czy kogokolwiek.

 

No zesz w morde.  Ja tam lubie siebie, ale za niezastapiona ani pol boga sie nie uwazam (pol boginie i owszem;))  Czlowiek chcial dobrze, a wyszlo c*ujowo.  Trudno.  Przesle uroczego maila do zarzadu (zarzad prosil ostatnio by szu rozwazyla pozostanie w fabryce), a szu przemyslala i poinformowala, ze jednak nie, ze bardzo mi przykro, ale nowe wyzwania itp itd.  Niech zarzad wie, ze musialam sie uzerac wlasnie z gadami reprezentujacymi taki poziom...

Tak wiec pracuje do konca tygodnia, potem laba, przeprowadzka i nowa praca 1 kwietnia (nie, to nie zart!).

17:17, sugarka
Link Komentarze (9) »
niedziela, 25 grudnia 2011
Wszystkiego najlepszego na Swieta!

No coz - Wigilia w Polsce juz sie odbyla, ale lepiej pozno niz wcale, wiec niniejszym zycze Wesolych Swiat Panie i Panowie!

w Piachu jak to w Piachu - mimo, ze koledy plyna ze sklepowych glosnikow, to nijak atmosfery Swiat nie czuje.  W domu choinka, a pod nia gora prezentow dla Krewetki i Niedzwiadka.  Dziadkowie przylecieli z Londynu i Bozi dziekowac, bo sa przefajni.

Wrocilam do pracy w ostatni czwartek i wreczylam wypowiedzenie.  Przed nami kolejne przygody w innym regionie swiata - tymczasem Daleki Wschod - kraje Orientu.  Ruszamy w lutym - o szczegolach opowiem nieco pozniej.

Dzis Pierwszy Dzien Swiat - a ja siedze w fabryce, ale juz niedlugo.

Cudownych Swiat - i wiedzcie moi kochani, ze ciesze sie, ze tutaj zagladacie, komentujecie, sciskacie kciuki.  Ja tez sledze wydarzenia u Was, choc nie zawsze komentuje.  Postaram poprawic sie w Nowym Roku.

Sciskam wszystkich i smacznego karpia, przednich szynek i czego tam jeszcze!

 

09:15, sugarka
Link Komentarze (8) »
sobota, 17 grudnia 2011
Matka Polka na wyjezdzie.

Karmicielka matka Polka.  A bylo tak.

Szu poleciala na polnoc Europy - zawodowo.  Na dzien.  Wszystko byloby ok, gdyby nie fakt, ze nie zabralam jednej malutkiej czesci od laktatora.

I tak wyjazd zawodowy szybki i szczesliwie owocny w skutkach.  (Na wyjasnienia przyjdzie czas).  W efekie bylo lotnisko, biuro, hotel, lotnisko.  Nie zobaczylam ani pol swiatecznego jarmarku, nie zwiedzilam nic!  No trudno.  3 godziny roznicy w czasie i mozg pracujacy na wysokich obrotach to zdecydowanie zbyt wyczerpujace.

No ale o laktatorze mialo byc.  Mam swietna medela freestyle, ktora pozwala w miare dyskretnie odciagac mleko w rozmaitych warunkach.  Jestem mistrzynia odciagania w WC, bo takie warunki mialam w pracy, wiec rownie dobrze moglabym to robic w samolocie.  W zalozeniu bylo oproznianie piersi co 3 godziny (w przeciwnym razie grozi bol, zapalenie i generalnie fatalne samopoczucie).  Zagotowalam sie juz na lotnisku w Piachu - gdzie zauwazylam ze nie mam czesci, bez ktorej pompowanie jest niemozliwe!!  Zimny pot mnie oblal, no ale radzic sobie trzeba, wiec ratowalam sie odciagajac recznie.  Niech mi nikt nie mowi, ze laktator to fanaberia - nie dosc ze to czasochlonne to w dodatku czlowiek musi uwazac, zeby sie nie upaprac (zwlaszcza jak prosto z lotniska goni sie do biura!). Co 3 godziny w dzien i w nocy walczylam dzielnie.  Byc kobieta, byc kobieta.  Zawsze powtarzalam, ze sprawiedliwie byloby gdyby na czas 6 pierwszych miesiecy zycia potomstwa - to tatus mial laktacje.   

Wracam do fabryki w najblizszy czwartek.  Ech. 

piątek, 09 grudnia 2011
Nie jest zle

Zaczelam pisac o tym co jest wazne dla matki jak musi ogarnac siebie, dom i dziecko w pierwszych tygodniach po porodzie.  No i mam ten wpis w brudnopisie, ale pierwsza rzecz jaka mi przyszla do glowy, to dla tych co uzywaja wosku na nogi w wiadomym celu - drogie Panie jesli chodzicie do kosmetyczki upiekszac sie na noga i w innych okolicach, to zaopatrzcie sie w plastry woskowe. 

Nie mam czasu taczki zaladowac, Niedzwiedz przyssany i trudno jest przewidziec kiedy dziecie bedzie spalo, wiec warto miec plastry na podoredziu.  Uczcie sie na cudzych (moich) bledach ;)

***

To bylo tytulem z pamietnika nie takiej mlodej matki, a teraz bedzie o tym, ze nie jest zle, bo Krewetka z mezem pojechali 'w regaly', a ja z Niedzwiadkiem siedzimy na tarasie; male spi, a ja sobie googluje, czytam i pije sok ananasowy. 

Wieczorem urodziny zacne kolegi - dress code 'black tie', wiec dzieci do lozek, a rodzice sie socjalizowac.  Co prawda o 22 bede z powrotem celem karmienia, ale co sie ubiore to sie ubiore.

Nawet siwuchy zafarbowalam dzis, po raz pierwszy od roku chyba.

Czolgiem.

 

13:37, sugarka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 28 listopada 2011
Wlamanie

Ja nasmaruje chyba ksiazke. Gniot bedzie, ale z fajerwerkami.  U mnie nie moze byc nudno.  A chcialabym.

Jak wiadomo mam w domu malego ssaka Niedzwiadka, ktory rosnie duzy okraglutki i domaga sie jedzenia srednio co godzine, albo dwie.  W zwiazku z powyzszym - spie na sofie w duzym pokoju, a Male spi w koszyku obok mnie.  Dzis pobudki byly srednio co 1.5 godziny.  W okolicach 5 nad ranem karmilam Niedzwiadka i ogladalam TV.  Chwile pozniej uslyszalam chrobotanie w drzwiach wejsciowy (drzwi sa szklane);  pomyslalam, ze jakis kot, ale jesli wlamywacz to na wszelki wypadek nie ruszam dupy z sofy.  No, ale jaki wlamywacz grzebalby przy zamku o 5 rano, wiedzac, ze TV wlaczony, ze za chwile ludzie pojda do meczetu i ze za chwile zrobi sie jasno.

Tak wiec siedzialam dalej i karmilam Niedzwiadka; chwile pozniej otworzyly sie drzwi kuchenne.  - Niania - pomyslalam.  Pewnie cos sie stalo w jej ojczystym kraju i zamierza mi to powiedziec.  Ruszylam sie wiec, z dzieckiem ciagle przyssanym i stanelam jak wryta!  W drzwiach stalo dwoch zakapturzonych drabow.  Jako, ze na dworze ciemno i w kuchni ciemno, to widzialam tylko ich sylwetki.  Nie wiem, czy byli czarni, biali, rozowi. 

Rozdrlam jape wolajac Londynczyka i przycisnelam Niedzwiadka z calych sil do siebie.

Skurwysyny wlamywacze zdazyli zaklac i w nogi!  Londynczyk chwycil za noz i chcial ich gonic.  Nie bylo sensu. 

Sprawdzilam, czy Niedzwiadek oddycha, Krewetka sie obudzila i szczesliwie jest niczego nieswiadoma.

Policja przyjechala i co z tego, skoro nie widzialam tych drabow.  Popoludniu maja przyjechac sciagnac odciski palcow.

Zlodzieje debile - wlamywali sie do domu, wiedziac, ze oba samochody sa w garazu, ze TV gra.

Drzwi kuchenne byly otwarte, bo my zylismy w przekonaniu, ze pod koniec pracy zamyka jej Niania, a Niania myslala, ze my.  Nie mam zludzen, ze powinnam zadbac zeby wszystko bylo zamkniete, ale Dubaj ma zludna opinie b. bezpiecznego miejsca.  To kolejny kamyczek do dubajskiego ogrodka i utwierdzenie w przekonaniu ze nalezy nam sie stad zawijac.

Jestem zla, troche w szoku.  Zbyt duzo zlych rzeczy tu sie wydarzylo. 

06:31, sugarka
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51