moze nudne, na pewno subiektywne
Kategorie: Wszystkie | Dubaj | Fabryka | Rodzicielstwo
RSS
niedziela, 15 września 2013
halo halo

No halo!

 

Ne pisalam million lat, bo zycie w HK pedzi jak szalone. 

 

Nie mam rewolucyjnych newsow.  Nie jestem w ciazy, nie mam nowego meza.

 

Londynczyk I 2 maluchow sa nieustanna zrenica mojego oka.  Tak sie mowi?  W sensie sa najwazniejsi na swiecie. A praca zaraz po nich.

Nie oszukujmy sie.  Niewiele sie zmienilam.  Zycie, zdrowie najwazniejsze, ale wciaz bardzo wazna jest dla mnie praca.  Przestalam tym sie przejmowac, bo widac ten typ tak ma.

Wrocilam wczoraj z podrozy sluzbowej na daleka Ukraine, I pomalu dochodze do siebie.  Jetlag. 

Tak wiec teraz zamierzam oddac sie lekturze blogow z mojego paska, bom zaniedbala.

Czolgiem.x

17:53, sugarka
Link Komentarze (10) »
czwartek, 05 lipca 2012
Wies w metrze

Wracalam po pracy do domu.  Metrem.  Jade w dol schodami (ruchomymi) i czuje, ze moja noga jest unieruchomiona.  A to za sprawa nogawki.  Nogawka moich eleganckich spodni wkrecila sie w prowadnice schodow.  Spodnie szerokawe, ale to i tak jest umiejetnosc, zeby sobie wkrecic spodnie w listwe, ktora jest jakby 'na scianie' schodow. 

Po 18 w metrze jest dziki tlum.  I ja na tych schodach, z noga odwiedziona od reszty, dre jape 'zatrzymac schody!, zatrzymac schody!!'  jednoczesnie szarpiac za dol spodni.  I jak juz milion Chinczykow zareagowal na moje wrzaski i ktos wyciagnal reke by uzyc 'emergency stop' - uwolnilam sie.

Wstyd okropny, spodnie rozerwane.  Troche jak pirat wygladalam. 

To bylo dzis. 

Maly apdejt.  Nadal jest fajnie.  Chorujemy jednak tutaj troche wiecej niz w Piachu. To pewnie za sprawa przebywania w tlumie; goraczki, przeziebienia, problemy zoladkowe.

Oprocz tego byla Tesciowa z wizyta i bylo fajnie. 

Pod koniec lipca czeka mnie podroz do Rosji.  Bedzie duzo pracy, ale mam nadzieje, ze dam rade zobaczyc to i owo.  Czlowiek nie byl w Rosji jeszcze, wiec ekscytacja milion!!  Bede robic zdjecia i zdawac relacje.  Bedzie to bowiem Rosja od Zachodu do Wschodu (przez Rosyjska Polnoc!).  Czekajcie drogie Dziatki!

Buzia!

 

 

 

 

16:05, sugarka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 29 maja 2012
juz pisze

Pisze, pisze na szybko.  Wszystko jest ok.  Zapuscilam sie blogowo, ale wrzuce tutaj scenke z dnia dzisiejszego.  Najpierw jednak musze dodac didaskalia.  Albowiem niespecjalnie mam pamiec do twarzy.  Mam problem. Zdarza mi sie nie rozpoznac kogos z kim rozmawialam kilka dni wczesniej.  Tak juz mam i juz.  Dobrze, ze slubnego i dzieci rozpoznaje bez problemu ;)  A dla jasnosci nie jestem nauczycielka (ta wiadomosc jest istotna dla zrozumienia dialogu). 

Dzis po pracy wsiadam z Londynczykiem do metra.  W wagonie siedzi moj hinduski kolega z pracy (sikh).  NA glowie wsciekle rozowy turban.  Kolega ma tez srebrna (siwa tak naprawde) brode ;)  Klasyczny skih w garniturze.  No wiec witamy sie obyczajnie (w fabryce pracuje jakies 150 osob, ale tylko jeden sikh), przedstawiam mu meza, mezowi mowie, ze to moj kolega z pracy. 

Ja: jak tam? Jak minal twoj dzien?

Sikh: ano dobrze, wszystko ok.

Ja: jak rodzina? 

Sikh: rodzina dobrze.  Dokad jedziesz?

Ja: do domu

Sikh: gdzie mieszkasz? (To pytanie czesto sie zadaje ekspatom, opowiadanie gdzie sie mieszka, jest troche jak gadanie o pogodzie czy krawatach - bezpieczny grunt)

Ja: Tu i tam.  A ty?

Sikh: ja przystanek przed tu i tam.  Skad jestes?

Ja: z Polski

Sikh: Twoj maz tez z Polski?

Londynczyk: nie, ja jestem z Londynu

I tak sobie obyczajnie gadalismy przez 3 stacje metra. W okolicach 4 stacji Sikh zapytal:a co robicie w HK?  Jestes nauczycielka?

Ja: (zonk!  to nie jest moj kolega z pracy!!)  nie, nie... 

 

i tu postanowialam elegancko, dyskretnie zakonczyc konwersacje i wyjasnic Londynczykowi, ze cos mnie sie poperdolilo.  Sikh nie jest moim kolega z pracy!  Gadalam w metrze z obcym kolesiem.

Londynczyk uznal, ze to znak mojej demencji i ze stary Niemiec (Alzheimer) rebie mnie w glowe.  Smial sie przez cala droge do domu. 

A ja?  Nie mam nic na swoja obrone ;)  Po prostu nie mam pamieci do twarzy.  Proste.  Rozowy turban mnie zmylil.  I srebrna broda. 

 

 

16:01, sugarka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 12 marca 2012
Wyszlo.

Od czasu do czasu lapie mnie migrena.  Niby to taka krolewska choroba, ale i mnie sie zdarza.  Nie jest to pospolity bolacy leb, al wlasnie migrena z obocznosciami, czyli mroczkami przed oczami, wymiotami i innymi atrakcjami.

Lekiem na cale zlo jest wtedy Imigran.  Jednyne co przywraca mnie do swiata zywych.  Uposledza lekko zdolnosc przelykania (ale tylko chwilowo), i radzi sobie z moim bolacym czerepem i innymi atrakcjami.

W Piachu jak w PL, apteka na kazdym rogu.  Do tego apteki dostarczaja leki na zawolanie  - np. czlowiek zamawia aspiryne rano, a w lunchu przywozi mu ja kurier na motocyklu.  Takie dogodnosci prosze Panstwa.  Nie dosc, ze serwis pelny, to jeszcze zdecydowana wiekszosc lekow mozna nabyc bez recepty - i mowa tu o wszelkich antybiotykach i innych powaznych lekach.  Na recepte wydawane sa leki psychotropowe, lub silne przeciwbolowe (jak np. tramadol), ale taki voltaren na przyklad mozna kupic niczym cukier w sklepie  - ile wlezie, bez kartek (czyt. recepty).

W HK (Hong Kongu) dopadla mnie wlasnie zdzira migrena.  Poszlam do pobliskiego Plaza (taki dom towarowy wielopietrowy), a tak dupa.  Ani pol powaznej apteki.  Kremy apteczny La Roche Pose moge sobie kupic, albo panadol, sle powaznejszego leku niet.  Trzeba udac sie do innego Plaza (nie ma aptek w okolicy!).  Dzwonie wiec do pobliskiego Plaza.  Pan sprawdza, czy ma Imigran.  Nie ma.  Wyszedl.  Dupa.  Leb dalej boli, oczy bola, rzygac sie chce, dzieci krzycza, mewy tupa, Krewetka stuka lyzeczka w sciane...

Dostepnosci lekow to jedna z roznic miedzy Piachem i HK.  Dzis wygrywa Piach.  Chwilowo :)

13:48, sugarka
Link Komentarze (7) »
wtorek, 06 marca 2012
Hong Kong, baby!

No to jestesmy.  Dolecielismy jak trzeba. 

Kontener spakowany i ponoc juz w polowie miesiac ma dotrzec do HK z Piachu.  Podroz Cathay Pacific (starym molotem, w starej biznes klasie), czyli bez mozliwosci lezenia plackiem, ale przynajmniej jedzenie bylo dobre, i obsluga uprzejma nader. 

Latanie z dwolatka i czteromiesieczniakiem nie jest bulka z maslem.  Bagazu glownego mielismy 7 sztuk, ktore rozlozylo sie na 100kg(!!!) (w tym foteliki samochodowe), a podrecznego 4 sztuki+podwojny wozek dla dzieci (wszystkiego jakies 50kg).  Do tego 2 dzieci.  Niezle?  Niezle.  Dalismy rade.

Niedzwiadkowi wszystko jedno gdzie spi, ale Krewetka nie lubi siedziec w miejscu.  Start i ladowanie byl horrorem - Krwetka wypinala sie z pasow, darla sie, uciekala z siedzenia.  Matka ja uspokajala niepedagogicznie (drac jape). 

Firma podstawila samochod gdzie wpakowalismy czemadan i dalej na podboj Azji.  Poki co zameldowalismy sie w hotelu i tu bedziemy do konca miesiaca.

No coz.  Czy lubie HK?  Lubie! Wielbie nawet.  Co prawda tlok i kolejki, ale wszystko grzecznie, z usmiechem. Nie mialam takich cieplych uczuc wzgledem Piachu (nawet tuz po przyjezdzie), wiec licze ze HK odwzajemni moja sympatie.

Azjatycka wydajnosci (lepiej brzmi ''efficency'', ale nie wiem jak przetlumaczyc.  Sorry).

Prace zaczne za jakis czas, tymczasem poddalismy sie owej wydajnosci i w mniej niz tydzien znalezlismy wille (!!) i opiekunke dla dzieci. 

Mieszkanie w HK drogie jak piorun, wiec rzeczywistosc kazala nam sie skupic na szukaniu mieszkania - ot, takie niemal gierkowskie bloki - troche wyzsze, z mniejszym metrazem, ale za to z udogodnieniami typu silownia i basen.  Trafila nam sie willa (4 przystanki metrem od mojego biura w centrum HK), wiec jest dobrze.

I tu opuscila mnie wena.  Bede skrobac wiecj o naszych doswiadczniach i wrzuce troche fot jak juz okrzepne. Bo poki co to jazda bez trzymanki byla.  Do tego zmiana czasu i zegary biologiczne szugarkowej rodziny stoja na glowie.   

Tagi: Hong Kong
06:48, sugarka
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 13 lutego 2012
Yo!

Doszlam do siebie. Po tancach w ostatni piatek.

Zegnalismy sie ze znajomymi i przyjaciolmi krolika. Najpierw bylo cywilizowanie - bo brunch, bo dzieci, bo nie mialam ochoty sie sponiewierac, a potem bylo mniej cywilizowanie, bo moje kolezanki maja na mnie taki wlasnie wplyw! ;)

Po raz kolejny utwierdzilam sie, ze mamy cudnych znajomych (znajomych tutaj uzywam zamiennie ze slowem 'przyjaciele', ktore choc odpowiednie wydaje mi sie pompatyczne :)) Mamy tutaj spora grupe fajnych ludzi plci obojga, wszyscy przetestowalismy sie wielokrotnie przez kilka ostatnich latach. Testowanie bez premedytacji, ale niemal kazdy z nas byl na roznych zakretach zycia, prywatnego i zawodowego. Troche ludzi wyjechalo z Piachu - nadal oczywiscie maja miejsce w moim sercu, i dalej sie spotykamy i kontaktujemy.

Teraz czas na nas. Nie do wiary, ze przyjechalam do Piachu jako szczesliwy singiel z walizka, a wyjezdzam z mezem, 2 dzieci i kontenerem rupieci :)

No, ale nie bede tutaj sie strzepic sentymentalnie, tylko jak to drzewiej bylo, opowiem o moim kacu i dialogu z Tata.

Chora bylam w sobotni ranek, ale szybko doszlam do siebie. Kac gdy obok spia 2 male dzieciaczki i ich misie, jest wyjatkowo nieprzyjemny i nalezy go zapic (woda i herbata!!) jak najpredzej. Jak juz doszlam do siebie, to zadzownilam do Tatusia w poszukiwaniu zrozumienia i kilku cieplych slow.

Ponizej dialog.

***

Ja: Och Tatusiu, jaka jestem biedna. Glowa boli itp. Zapilam wczoraj. Zapomnialam, ze nie mam juz 20 lat i organizm nie regeruje sie tak szybko, a i mozliwosci nie te same.

Tatus: Oj corcia, co ty opowiadasz?!! Jak ja bylem w twoim wieku, to to byl ''peak mojego performansu''.

 ***

Oczywiscie zakrztusilam sie ze smiechu. Jak juz wielokrotnie mowilam wielbie mojego Ojca ogromnie. Tymczasem dochodzi 22, kolejny dzien minal, a do wyjazdu 2 tygodnie!!!

Pazdrawljajem X

18:59, sugarka
Link Komentarze (7) »
środa, 08 lutego 2012
Mniej niz 3 tygodnie...
... zostaly nam do wyjazdu z Piachu. Dzis dowiedzialam sie, ze Urzad Imigracyjny przyznal mi i mojej rodzinie wize, wiec czas pakowac manatki. Laba konczy sie z poczatkiem kwietnia, ale nim sie skonczy, to nalezy dobytek przetransportowac na Daleki Wschod! I tu zaczelam myslec, bo nie przeprowadzalam jeszcze takiej operacji logistycznej na taka skale. W sensie, jesli chodzi o przeprowadzke mnie, czy mnie i Londynczyka, to nie bylby taki wielki problem, ale sa jeszcze Krewetka i Niedzwiadek i tu sie zaczyna; transport kontenera z gratami Bliski Wschod / Daleki Wschod zajmie 4 do 6 tygodni, co z fotelikami samochodowymi, co z wozkami? Czy brac foteliki do samolotu? Czy kupowac podwojny wozek, czy moze jednak nie? Czy sprawic sobie nowa garderobe (w nieco wiekszym rozmiarze niz przed ciaza), czy moze jednak nie? Ile zapasowych ubran zabrac do samolotu? (Niedzwiadek ma spore umiejetnosci upaprania sie po pachy!) Pomalu znajduje odpowiedzi na te wszystkie pytania, ale ta przeprowadzka z przychowkiem postawila przede mna cale spektrum nowych mozliwosci :) Brakuje jeszcze psa, kota i zlotej rybki. Musimy sprzedac troche naszego dobytku - np. lozko, ktore moze nie zmiescic sie w nowym mieszkaniu. Sprzedalismy samochody na pniu, wiec mam nadzieje, ze i reszta szybciutko znajdzie nowym nabywcow. Celem lepszego samopoczucia pozbywam sie tez ubran ciazowych i przy tej okazji zrobilam remanent w szafach. Torebki tez posegregowane, no i zostaja buty. Aaa.. odkrylam spandex! Nim rzuce sie w wir cwiczen na silowni (a jest juz zlokalizowana w okolicach mojej pracy), to udoskonale ksztalty spandexem. Rewelacja! Kto by pomyslal, ze w zyciu przyjdzie mi ekscytowac sie gumowymi majtami ;)
16:41, sugarka
Link Komentarze (8) »
niedziela, 22 stycznia 2012
Wyjezdzamy

Odpukac wszystko sie uklada.  Na potege sie uklada, wszystko smiga gladko jak narty Justyny Kowalczyk.  Tylko sie dziwie i zastanawiam kiedy dostane wioslem w leb, w sensie kiedy cos pierdyknie.  No, ale moze nie pierdyknie bo limit pecha wyczerpalismy dozywotnio.

Fury sprzedane.  Smutno mi bylo strasznie rozstawac sie z moim jezdzidelkiem.  Juz planuje nastepne w HK.  Pakowacze-przeprowadzacze zamowieni i inwentarz z grubsza oszacowany.  Ku mojemu zdziwieniu wyszlo wiecej niz sie spodziewalam.  Nie spodziewalam sie szalu, bo szu mam bowiem meble w wiekszosci z Ikei, poza kilkoma z szacownej Mariny.  Mam tez cudna chinska szafke na_nie_wiem_co, ktora dostalam w prezencie - to jest antyk.  No, ale nie bede tutaj pitolic o meblarstwie.  O szmatkach bedzie.

Naliczylam bowiem 43 sukienki.  Tak moi drodzy - czterdziesci trzy sukienki, nie liczac spodnic, spodni, spodnico-spodni i innych elementow garderoby.  Zauwazylam tez ze musze zainwestowac w garnitury.  Taka potrzeba.

Najbardziej wartosciowe okazaly sie moje buty i torebki no i koszule Londynczyka.  Torebki, ktore sa upchane w szafie i buty ktore sa popakowane w kartonikach.  Glownie eleganckie szpilki.  Ja tych szpilek prosze Panstwa nie nosze od dawna, bo Birkenstocki sa najlpszym przyjacielem kobiety.  No moze jeszcze calkiem plaskie mokasyny Jimmy Choo, ktore Londynczyk kupil Swiety Mikolaj przyniols mi pod choinke. 

Tyle o szmatkach.

Odlaczamy pomalu prad, telefon, tv, i w koncu slowo staje sie cialem.  Az nie do wiary.  W glowie, w ustach mam smak slodko-gorzki.  Nie przepadam za Emiratami, a jednoczesnie to tu poznalam Londynczyka, to tu urodzilo sie dwoje moich dzieci.  Tutaj tez zwolnili mnie z pracy, gdy bylam w ciazy.  Tutaj walczylam z depresja, ktora dla mnie, stalowego czolgu, byla zupelnie nowym doswiadczeniem.  Tutaj poznalam cudnych ludzi, zawiazalam przyjaznie mam nadzieje, na cale zycie.  Tutaj poznalam ludzi  obrzydliwych, trzymajacych palec w dupie innym, ludzi bez kregoslupa moralnego, bez honoru.  Tutaj zobaczylam czym jest wspolczesne niewolnictwo i jak bardzo rozwarstwione sa spoleczenstwa.  Tutaj poznalam kulture subkontynentu; kolory, smaki, zapachy.  Tutaj zrozumialam ze hijab nie jest wcale znakiem opresji. 

Tutaj zdarzylo sie wiele dobrego i wiele zlego.  Wyjezdzam bez zalu, ale wdzieczna losowi, ze dane mi bylo spedzic czas w Emiratach. 

Do wyjazdu 4 tygodnie... zaczynam odliczanie...

X

 

18:46, sugarka
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
3 dni i laba!

Dlugo sie zastanawialam zanim postanowilam popelnic ponizszy wpis.  No, ale...  Niech Szanowna Publicznosc wie, ze moje medzenie nie bierze sie z niczego.

Odkad zlozylam wypowiedzenie przywodca mojej fabryki zachowuje sie jak rozkapryszona panna i ma focha.  Do dzis czekalam (od Swiat) na info z HR kiedy jest moj ostatni dzien pracy.  Jednoczesnie zaoferowalam swoja gotowosc do pracy po okresie wypowiedzenia jesli jest taka koniecznosc.  Oto co profesjonalny ukladny czlowiek dostaje w zamian.  Nie bede juz ukladna i profesjonalna.  Bede zdzira!  Przynajmniej do konca tygodnia.

A nalezy Czytelnikom wiedziec, ze fabryka nie ma jeszcze zastepstwa za szu, ani dodatkowej pary rak do pracy w dziale.

Moj mail do dzialu personalego:

As stated earlier if my presence in the office is required beyond XXX Jan I have no objections.

 

Dzial personalny do mnie:

It is not the question of requirement. As you know more than me, the word “indispensable” is not in the dictionary of any Organization, whether it is you or me or whosoever.

***

W wolnym tlumaczeniu:

ja: Zgodnie z wczesniejszymi ustaleniami, jesli moja obecnosc w biurze jest konieczna po xxx stycznia, to nie mam zadnych obiekcji.

firma: To nie jest kwestia koniecznosci.  Wiesz lepiej niz ja, ze slowo 'niezastapiony' nie istnieje w slowniku zadnej firmy, w odniesieniu do ciebie, mnie, czy kogokolwiek.

 

No zesz w morde.  Ja tam lubie siebie, ale za niezastapiona ani pol boga sie nie uwazam (pol boginie i owszem;))  Czlowiek chcial dobrze, a wyszlo c*ujowo.  Trudno.  Przesle uroczego maila do zarzadu (zarzad prosil ostatnio by szu rozwazyla pozostanie w fabryce), a szu przemyslala i poinformowala, ze jednak nie, ze bardzo mi przykro, ale nowe wyzwania itp itd.  Niech zarzad wie, ze musialam sie uzerac wlasnie z gadami reprezentujacymi taki poziom...

Tak wiec pracuje do konca tygodnia, potem laba, przeprowadzka i nowa praca 1 kwietnia (nie, to nie zart!).

17:17, sugarka
Link Komentarze (9) »
niedziela, 25 grudnia 2011
Wszystkiego najlepszego na Swieta!

No coz - Wigilia w Polsce juz sie odbyla, ale lepiej pozno niz wcale, wiec niniejszym zycze Wesolych Swiat Panie i Panowie!

w Piachu jak to w Piachu - mimo, ze koledy plyna ze sklepowych glosnikow, to nijak atmosfery Swiat nie czuje.  W domu choinka, a pod nia gora prezentow dla Krewetki i Niedzwiadka.  Dziadkowie przylecieli z Londynu i Bozi dziekowac, bo sa przefajni.

Wrocilam do pracy w ostatni czwartek i wreczylam wypowiedzenie.  Przed nami kolejne przygody w innym regionie swiata - tymczasem Daleki Wschod - kraje Orientu.  Ruszamy w lutym - o szczegolach opowiem nieco pozniej.

Dzis Pierwszy Dzien Swiat - a ja siedze w fabryce, ale juz niedlugo.

Cudownych Swiat - i wiedzcie moi kochani, ze ciesze sie, ze tutaj zagladacie, komentujecie, sciskacie kciuki.  Ja tez sledze wydarzenia u Was, choc nie zawsze komentuje.  Postaram poprawic sie w Nowym Roku.

Sciskam wszystkich i smacznego karpia, przednich szynek i czego tam jeszcze!

 

09:15, sugarka
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51